piątek, 30 października 2015
Pożegnanie Renki
Poszła Renka do ludzi. Cholernie mi smutno. Tak jakbym rozstawała się z kimś bardzo mi bliskim. I chociaż Wiesiek mówi, że to tylko samochód, to nawet on wie, że to nie jest takie proste i oczywiste. To kawałek mojego życia. Renka to symbol wytrwałości i determinacji z jaką pokonywałam własne słabości. Dowód na to, że każdy postawiony sobie cel jest osiągalny jeśli się bardzo mocno go pragnie. Renka każdego dnia przypominała mi o tym. Każdego dnia, gdy rano wsiadałam do niej, przypominałam sobie upór z jakim uczyłam się samodzielności na drodze. To nie była tylko jazda samochodem. To wytrwałe ćwiczenie się w podejmowaniu decyzji, odpowiedzialności i wiara w swoje możliwości. Udowodniłam sobie, że jeśli czegoś bardzo chcę, to mogę to zawsze zdobyć.
Dziś Renka poszła do ludzi. Myślę, że będzie jej tam dobrze. Nie sprzedałabym jej byle komu. W zasadzie wcale nie miałam potrzeby sprzedawania jej, ale zdrowy rozsądek wziął górę. Chcę nowe autko. Nie mogę utrzymywać dwóch. Odwlekanie tej decyzji byłoby niekorzystne dla mojej Renki. Teraz jeszcze jest w pełni swoich możliwości. Chodzi jak zegarek. Jest ładna, lśniąca i sprawna. Z każdym rokiem byłoby trudniej znaleźć dla niej dobry dom. Nie chciałabym żeby skończyła na złomowisku. Ona jeszcze tak pięknie mruczy gdy jedzie ulicami.
Tak więc Miłosz umieścił ogłoszenie w Internecie. Dał dość wygórowaną cenę, no bo w końcu wcale mi nie zależało na sprzedaży! W zasadzie nie czekałam długo na telefon. Pierwsza zadzwoniła dziewczyna. Nie podobał mi się jej głos. Nie budziła zaufania i jak się okazało, nie była szczera. Od początku podejrzewała, że chcę wetknąć komuś kiepskie auto. Zadzwoniła ponownie podając się za ubezpieczyciela i pytała czy w ostatnich latach występowałam o odszkodowanie. Naiwne i strasznie szczeniackie zagranie. Przecież mogła spytać wprost. Umówiła się na spotkanie i nie przyszła. I dobrze, bo nie sprzedałabym jej Renki. Potem zadzwonił mężczyzna. Miał miły głos i potrafił nawiązać dobry kontakt. Chciał informacji o Rence żeby sprawdzić ją w Internecie. Nawet nie wiedziałam, że jest taka strona, na której można poznać informacje o pochodzeniu każdego samochodu. Podałam mu numer rejestracyjny, numer nadwozia i rok produkcji. Spytał, czy mogłabym mu coś powiedzieć o tym aucie. W duszy mi zagrało! O Rence mogę gadać i gadać. I on to rozumiał. Umówiliśmy się na oglądanie auta. Powiedział, że to samochód dla jego narzeczonej. Podbił mi tym serce. No i dziś przyjechali. Oboje młodzi i mili. W wieku moich dzieciaków. Nigdy nie sprzedawałam auta, denerwowałam się, że nie będę umiała opowiadać merytorycznie o moim samochodzie. Ale Miłosz przyjechał i przejął tą rolę. Pokazał im samochód i wszystkie techniczne aspekty mojej Renki wyjaśnił fachowo. Pojechali na przegląd i narzeczona zakochała się w mojej Rence. Podczas spisywania umowy opowiadałam jej na co zwracać uwagę, jak odpalać silnik i o tym ile ten samochód dla mnie znaczy. I wtedy On zapytał, - czy autko ma jakieś imię?
- Naturalnie że ma! To jest Renka! - odpowiedziałam. Dla tych młodych ludzi to było takie normalne, że samochód ma imię.
-Madziu – zwrócił się do narzeczonej, - zapamiętaj to imię, bo nie byłoby dobrze gdybyśmy je zmieniali.
I już wiedziałam, że mój samochód idzie do dobrych ludzi. Smutno mi, że to już nie jest moje auto, ale jednocześnie cieszę się, że młoda, miła dziewczyna teraz będzie odpowiedzialna za moją Renkę. Myślę, że będzie im dobrze razem. A ja? Ja zacznę szukać nowego auta i spróbuję też się z nim zaprzyjaźnić, choć Renki nic nie zastąpi.
środa, 13 maja 2015
To nie jest sprawiedliwe, czyli mandaty i punkty karne
A myślałam, że nie ma bezpieczniejszego i ostrożniejszego kierowcy na świecie ode mnie. Staram się jak mogę, każdego dnia jechać z dozwoloną prędkością po mieście. Jeżdżę prawym pasem kiedy tylko się da. Zatrzymuję się na pasach, przepuszczam pieszych i jestem kulturalna i spokojna. Nikt i nic mnie nie wkurza na drodze. Tymczasem… tymczasem w ciągu jednego roku złapałam 3 punkty karne i zapłaciłam dwa mandaty. Za co? No, ten pierwszy punkt to mi się należał. Zaparkowałam w miejscu, w którym nie wolno parkować poza wyznaczonymi miejscami. No ale żeby mi zaraz blokadę zakładać na moją Renkę?! Dobrze, że tych blokad pozakładali wtedy więcej i jak przyszłam to już wypisywali innym mandaty. Bo sama nie wiem co bym zrobiła gdyby się okazało, że muszę jakoś spowodować zdjęcie tej blokady i wezwać tych strażników. Byłam lekko przestraszona bo opieczętowali, pozaklejali mi samochód i żółtą blokadę założyli na koło. Na szczęście Strażnik Miejski miał trochę wyrozumiałości i dał mi tylko 100 zł i jeden punkt karny. Przebolałam jakoś ten fakt. Tym bardziej, że lada moment minie rok i punkt zniknie z mojego konta.
Ale teraz? To normalna ironia losu! Spokojnie poszłam dziś na pocztę odebrać list polecony. Patrzę na kopertę, a to przesyłka z Gminy Biały Bór. „Ciekawe” – myślę sobie – „Może to jakaś oferta? Może ktoś coś mi chce dać?” I tak rozmyślając co może zawierać przesyłka doszłam do domu. Jakież było moje zdumienie, gdy po otwarciu koperty zobaczyłam wezwanie do zapłaty mandatu i przydzieleniu mi 2 punktów karnych! I piękne zdjęcie mojej Renki. Za co mandat i punkty? A za przekroczenie prędkości o całe 14 km w miejscowości Biały Bór (uważajcie tam, to na Pomorzu). „No nie, to z pewnością nie moje tylko mojego męża” – pomyślałam, bo to on przecież prowadził moje auto gdy jechaliśmy ostatnio nad morze. Jednak mój mąż stwierdził, że w tym momencie kiedy robili zdjęcie to ja prowadziłam samochód. Niestety udowodnił mi to. No tak, on był zmęczony i wspaniałomyślnie przejęłam kierownicę na całe 50 km właśnie wtedy, gdy dojeżdżaliśmy do Białego Boru. Prowadziłam tylko przez 50 km, bo mąż się wkurzał, że w tym tempie do wieczora nie dojedziemy nad to morze. Jechałam bardzo ostrożnie. Tylko raz odważyłam się wyprzedzić traktor, bo już nie mogłam dłużej utrzymywać za sobą tego sznura samochodów z wkurzonymi kierowcami. Wyprzedziłam ten cholerny traktor i byłam z siebie taka dumna… No i potem, a może przedtem? Zdarzyć mi się musiało trochę mocniej „depnąć” w pedał gazu w tym nieszczęsnym Białym Borze. Normalna ironia losu… Nikogo poza tym traktorem nigdy nie wyprzedziłam. Moim ulubionym znakiem jest zakaz wyprzedzania i ograniczenie prędkości. A tu taka przygoda. A swoją drogą, to chyba nie jest w porządku, żeby straż miejska wypełniała obowiązki drogówki i przydzielała mandaty i punkty karne za wykroczenia drogowe. Wydaje mi się, że Straż Miejska, jak sama nazwa wskazuje, powinna pilnować porządku w miastach, a mandaty i punkty karne powinny być w kompetencji Policji Drogowej. I tym sposobem od czerwca dalej będę miała punkty na swoim koncie. To nie jest sprawiedliwe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
