No i stało się to, co musiało się w końcu kiedyś stać.
Dzień jak co dzień. Wyjechałam raniutko z podwórka. 6.30 to moja stała pora ruszania do szkoły od czasu jak jeżdżę autkiem. Ciekawe, myślałam że jak będę jeździć samochodem to dłużej rano pośpię, bo nie będę uzależniona od komunikacji miejskiej. Tymczasem teraz wychodzę z domu o dobre półtora godziny wcześniej niż dawniej żeby uniknąć korków i żeby mi żaden rodzic przywożący swoją pociechę do szkoły lub przedszkola nie zajechał wjazdu na parking. No więc jadę sobie pomalutku, ziewam, włączam drugi, trzeci bieg i w końcu ląduję na głównej drodze. Zbliżam się do świateł. Duże skrzyżowanie, a ja jestem na podporządkowanej. W radiu poranne wiadomości, miła muzyczka budząca mnie ze snu. I nagle…senność mnie opuszcza całkowicie. Czuję jak włosy podnoszą się na głowie. Cholerny atawizm wystraszonego zwierzęcia. No tak, kiedyś musiało się to przytrafić także mnie. Awaria świateł. Zmora, której bałam się od początku.
- Spokojnie – myślę sobie – dasz radę, wjedziesz na to skrzyżowanie, pomalutku, tak jak wszyscy.
- Nie! W życiu nie wjadę! – kłębią się tam tiry, tramwaje, autobusy, a pomiędzy nimi osobowe.
Przecież jeśli ja tam jeszcze wjadę to zakorkuję to towarzystwo na sto procent. Wyniosą mnie na taczkach, stratują i wyzwą! I będą mówić, że głupia baba tamuje ruch! Nie, nie dam rady.
Więc co robię? Bez namysłu zjeżdżam na pas do skrętu w prawo. Na szczęście przypomniało mi się jak kiedyś koleżanka mówiła co robi jak trafi na awarię świateł.
- Kochana! Jedno wyjście wtedy tylko masz. Skręcasz w prawo i uciekasz z cholernego skrzyżowania nim cię zatrąbią paskudni faceci. Ja zawsze tak robię!-
No więc zjechałam na pas do skrętu dziękując w duchu Danusi, że tak mi kiedyś doradziła i w cieniu dużego tira pojechałam w prawo.
- Ok, dobra, młyn na skrzyżowaniu mam już za sobą. Ale co dalej? Jak mam dojechać do mojej szkoły? Jadę przecież w przeciwnym kierunku. Jakoś muszę złapać właściwy kierunek jazdy.
Tak więc dojechałam do ronda, które wcale nie jest rondem. Jakoś udało mi się je przejechać i skręcić znowu w prawo, a potem w lewo i dojechać do mojej trasy omijając szerokim łukiem cały korek spowodowany brakiem świateł. Odetchnęłam z ulgą.
- Udało mi się! Poradziłam sobie całkiem dobrze –
Wcale nie miałam wyrzutów sumienia. Zaraz po przyjechaniu do pracy zadzwoniłam do męża.
- Kochanie! A wiesz, nie było dziś świateł na Powstańców!-
- Super, dałaś sobie radę na skrzyżowaniu bez świateł. Widzisz, to nie jest trudne mąż był chyba dumny ze mnie
- Coś ty! Skręciłam w prawo i pojechałam bokiem! Dałam sobie radę-
- No tak, dałaś…choć nie zupełnie tak, jak to sobie wyobraziłem…
Chyba był zawiedziony, ale tak w zasadzie to nie wiem dlaczego? Najważniejsze, że pokonałam swój strach i nie zostawiłam na środku skrzyżowania mojej Renki? No i dojechałam do celu a nie zawróciłam. Choć prawdę mówiąc to nie bardzo było jak zawrócić.
piątek, 6 kwietnia 2012
niedziela, 1 kwietnia 2012
Motoryzacyjna dydaktyka?
Moja motoryzacyjna gapowatość ma jednak swoje dobre strony. Są nimi aspekty natury dydaktyczno – wychowawczej, co jest poniekąd zgodne z moją profesją.
Jeżdżę, jeżdżę każdego dnia od roku i każdego dnia jednakowo walczę ze stresem. No i oczywiście męczę swoimi opowieściami wszystkich dookoła. Opowiadam między innymi o tym, że najbardziej mnie deprymuje trąbienie innych kierowców na moje poczynania drogowe. Wiem, wiem że normalny człowiek nie powinien się tym wcale przejmować.
- Chcą trąbić to niech sobie trąbią – mawiają moi znajomi i rodzina
– po prostu nie zwracaj na to uwagi, to przecież nie ma nic wspólnego z twoimi umiejętnościami. Świadczy tylko o problemach emocjonalnych kierowcy, który na ciebie trąbi.
Dobrze im mówić. A ja po każdym takim doświadczeniu cały dzień zastanawiam się - co zrobiłam źle? Dlaczego ktoś trąbił na mnie? - I że na pewno pomyślał sobie, że powinnam w domu siedzieć a nie zabierać się za prowadzenie samochodu, bo wkurzam swoją nieporadnością rasowych kierowców. I myślę sobie, że na pewno jechałam zbyt wolno, albo może złamałam nieświadomie jakiś przepis? A może po prostu wszyscy widzą moje nadmierne skoncentrowanie za kierownicą i przerażenie jakie wywołuje we mnie dźwięk klaksonu?
W każdym razie ostatnio, w jakimś momencie desperacji odważyłam się wyruszyć na nowe trasy. Ruszyłam w miasto w czasie największego ruchu i nikt na mnie nie zatrąbił! Wróciłam do domu bardzo szczęśliwa i dumna z siebie!
Następnego dnia w pracy z radością opowiadałam o tym, jak zmieniałam swobodnie pasy i dawałam sobie radę tak, jakbym od wieków niczego innego nie robiła. Nie popełniłam żadnego błędu, ani też nie wykazałam ani razu niezdecydowania. Cieszyło mnie to bardzo o czym świadczyć może fakt, że z entuzjazmem opowiadałam o tym w pracy następnego dnia wywołując serdeczny uśmiech na twarzach.
Okazało się ponadto, że to moje ciągłe gadanie może być pouczające dla innych. Zauważyłam, że moje opowiadania o tym co przeżywam na drodze potrafią sprawić, że kierowcy którzy mnie znają zaczynają inaczej patrzeć na takich jak ja. Po prostu słuchając osoby, w stosunku do której wykazują pozytywne emocje potrafią z większą empatią podchodzić do innych użytkowników dróg. Pozytywne emocje, które żywią do mnie, przenoszą na innych.
Pewnego dnia, moja przyjaciółka stwierdziła
- Wiesz, kiedy rano spieszę się do pracy, zmieniam pasy co chwilkę aby tylko szybciej jechać, to już nie denerwuję się tak bardzo jak ktoś się wlecze przede mną lewym pasem. Myślę sobie wtedy, że to może taka druga bojaźliwa Dorota jak ty, i że nie będę się na nią wkurzać, bo ona jest pewnie i tak cała zdenerwowana. I od razu jestem spokojniejsza a nawet czasami zwalniam.-
Innym razem inna koleżanka z pracy, młoda i pewna siebie osóbka wpadła do naszego pokoju i ze śmiechem opowiedziała swoją historię o tym, jak jakaś kobieta zajechała jej drogę zmieniając pas w nieodpowiednim miejscu zmuszając ją do gwałtownego hamowania.
- Zatrąbiłam na nią klnąc pod nosem, po czym pomyślałam: – Boże, przestraszyłam ją tylko tym klaksonem. A może ona tak jak Dorota będzie teraz martwić się cały dzień, że coś zrobiła nie tak! – więc mijając ją pomachałam przyjaźnie przez szybę mówiąc sorry! Było mi naprawdę przykro, że okazałam swoje złe emocje. Pewnie się kobieta zdziwiła, że coś ze mną nie tak, skoro to ja ją przepraszam w sytuacji gdy ona popełniła błąd. Ale, słowo daję, lepiej się poczułam! -
Cieszę się więc, że mogę wywoływać także dobre emocje u kierowców swoim gadaniem na temat zwykłego jeżdżenia samochodem. Bo martwi i przeraża mnie to, że tak wielu kierowców zapomina o tolerancji, denerwuje się i złości na innych choć to przecież niewiele może zmienić na drodze. W każdym razie nic dobrego z tego nie wyjdzie nigdy. Złe emocje wyzwalane nie wiadomo dlaczego sprawiają, że droga staje się dżunglą miejską, w której dominuje ten kto jest szybszy, ma lepszy samochód (bardziej wypasiony) i gdzie można bezkarnie znęcać się nad tymi, którym brak śmiałości i zwykłego chamstwa.
Jeżdżę, jeżdżę każdego dnia od roku i każdego dnia jednakowo walczę ze stresem. No i oczywiście męczę swoimi opowieściami wszystkich dookoła. Opowiadam między innymi o tym, że najbardziej mnie deprymuje trąbienie innych kierowców na moje poczynania drogowe. Wiem, wiem że normalny człowiek nie powinien się tym wcale przejmować.
- Chcą trąbić to niech sobie trąbią – mawiają moi znajomi i rodzina
– po prostu nie zwracaj na to uwagi, to przecież nie ma nic wspólnego z twoimi umiejętnościami. Świadczy tylko o problemach emocjonalnych kierowcy, który na ciebie trąbi.
Dobrze im mówić. A ja po każdym takim doświadczeniu cały dzień zastanawiam się - co zrobiłam źle? Dlaczego ktoś trąbił na mnie? - I że na pewno pomyślał sobie, że powinnam w domu siedzieć a nie zabierać się za prowadzenie samochodu, bo wkurzam swoją nieporadnością rasowych kierowców. I myślę sobie, że na pewno jechałam zbyt wolno, albo może złamałam nieświadomie jakiś przepis? A może po prostu wszyscy widzą moje nadmierne skoncentrowanie za kierownicą i przerażenie jakie wywołuje we mnie dźwięk klaksonu?
W każdym razie ostatnio, w jakimś momencie desperacji odważyłam się wyruszyć na nowe trasy. Ruszyłam w miasto w czasie największego ruchu i nikt na mnie nie zatrąbił! Wróciłam do domu bardzo szczęśliwa i dumna z siebie!
Następnego dnia w pracy z radością opowiadałam o tym, jak zmieniałam swobodnie pasy i dawałam sobie radę tak, jakbym od wieków niczego innego nie robiła. Nie popełniłam żadnego błędu, ani też nie wykazałam ani razu niezdecydowania. Cieszyło mnie to bardzo o czym świadczyć może fakt, że z entuzjazmem opowiadałam o tym w pracy następnego dnia wywołując serdeczny uśmiech na twarzach.
Okazało się ponadto, że to moje ciągłe gadanie może być pouczające dla innych. Zauważyłam, że moje opowiadania o tym co przeżywam na drodze potrafią sprawić, że kierowcy którzy mnie znają zaczynają inaczej patrzeć na takich jak ja. Po prostu słuchając osoby, w stosunku do której wykazują pozytywne emocje potrafią z większą empatią podchodzić do innych użytkowników dróg. Pozytywne emocje, które żywią do mnie, przenoszą na innych.
Pewnego dnia, moja przyjaciółka stwierdziła
- Wiesz, kiedy rano spieszę się do pracy, zmieniam pasy co chwilkę aby tylko szybciej jechać, to już nie denerwuję się tak bardzo jak ktoś się wlecze przede mną lewym pasem. Myślę sobie wtedy, że to może taka druga bojaźliwa Dorota jak ty, i że nie będę się na nią wkurzać, bo ona jest pewnie i tak cała zdenerwowana. I od razu jestem spokojniejsza a nawet czasami zwalniam.-
Innym razem inna koleżanka z pracy, młoda i pewna siebie osóbka wpadła do naszego pokoju i ze śmiechem opowiedziała swoją historię o tym, jak jakaś kobieta zajechała jej drogę zmieniając pas w nieodpowiednim miejscu zmuszając ją do gwałtownego hamowania.
- Zatrąbiłam na nią klnąc pod nosem, po czym pomyślałam: – Boże, przestraszyłam ją tylko tym klaksonem. A może ona tak jak Dorota będzie teraz martwić się cały dzień, że coś zrobiła nie tak! – więc mijając ją pomachałam przyjaźnie przez szybę mówiąc sorry! Było mi naprawdę przykro, że okazałam swoje złe emocje. Pewnie się kobieta zdziwiła, że coś ze mną nie tak, skoro to ja ją przepraszam w sytuacji gdy ona popełniła błąd. Ale, słowo daję, lepiej się poczułam! -
Cieszę się więc, że mogę wywoływać także dobre emocje u kierowców swoim gadaniem na temat zwykłego jeżdżenia samochodem. Bo martwi i przeraża mnie to, że tak wielu kierowców zapomina o tolerancji, denerwuje się i złości na innych choć to przecież niewiele może zmienić na drodze. W każdym razie nic dobrego z tego nie wyjdzie nigdy. Złe emocje wyzwalane nie wiadomo dlaczego sprawiają, że droga staje się dżunglą miejską, w której dominuje ten kto jest szybszy, ma lepszy samochód (bardziej wypasiony) i gdzie można bezkarnie znęcać się nad tymi, którym brak śmiałości i zwykłego chamstwa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
