środa, 13 maja 2015

To nie jest sprawiedliwe, czyli mandaty i punkty karne

A myślałam, że nie ma bezpieczniejszego i ostrożniejszego kierowcy na świecie ode mnie. Staram się jak mogę, każdego dnia jechać z dozwoloną prędkością po mieście. Jeżdżę prawym pasem kiedy tylko się da. Zatrzymuję się na pasach, przepuszczam pieszych i jestem kulturalna i spokojna. Nikt i nic mnie nie wkurza na drodze. Tymczasem… tymczasem w ciągu jednego roku złapałam 3 punkty karne i zapłaciłam dwa mandaty. Za co? No, ten pierwszy punkt to mi się należał. Zaparkowałam w miejscu, w którym nie wolno parkować poza wyznaczonymi miejscami. No ale żeby mi zaraz blokadę zakładać na moją Renkę?! Dobrze, że tych blokad pozakładali wtedy więcej i jak przyszłam to już wypisywali innym mandaty. Bo sama nie wiem co bym zrobiła gdyby się okazało, że muszę jakoś spowodować zdjęcie tej blokady i wezwać tych strażników. Byłam lekko przestraszona bo opieczętowali, pozaklejali mi samochód i żółtą blokadę założyli na koło. Na szczęście Strażnik Miejski miał trochę wyrozumiałości i dał mi tylko 100 zł i jeden punkt karny. Przebolałam jakoś ten fakt. Tym bardziej, że lada moment minie rok i punkt zniknie z mojego konta. Ale teraz? To normalna ironia losu! Spokojnie poszłam dziś na pocztę odebrać list polecony. Patrzę na kopertę, a to przesyłka z Gminy Biały Bór. „Ciekawe” – myślę sobie – „Może to jakaś oferta? Może ktoś coś mi chce dać?” I tak rozmyślając co może zawierać przesyłka doszłam do domu. Jakież było moje zdumienie, gdy po otwarciu koperty zobaczyłam wezwanie do zapłaty mandatu i przydzieleniu mi 2 punktów karnych! I piękne zdjęcie mojej Renki. Za co mandat i punkty? A za przekroczenie prędkości o całe 14 km w miejscowości Biały Bór (uważajcie tam, to na Pomorzu). „No nie, to z pewnością nie moje tylko mojego męża” – pomyślałam, bo to on przecież prowadził moje auto gdy jechaliśmy ostatnio nad morze. Jednak mój mąż stwierdził, że w tym momencie kiedy robili zdjęcie to ja prowadziłam samochód. Niestety udowodnił mi to. No tak, on był zmęczony i wspaniałomyślnie przejęłam kierownicę na całe 50 km właśnie wtedy, gdy dojeżdżaliśmy do Białego Boru. Prowadziłam tylko przez 50 km, bo mąż się wkurzał, że w tym tempie do wieczora nie dojedziemy nad to morze. Jechałam bardzo ostrożnie. Tylko raz odważyłam się wyprzedzić traktor, bo już nie mogłam dłużej utrzymywać za sobą tego sznura samochodów z wkurzonymi kierowcami. Wyprzedziłam ten cholerny traktor i byłam z siebie taka dumna… No i potem, a może przedtem? Zdarzyć mi się musiało trochę mocniej „depnąć” w pedał gazu w tym nieszczęsnym Białym Borze. Normalna ironia losu… Nikogo poza tym traktorem nigdy nie wyprzedziłam. Moim ulubionym znakiem jest zakaz wyprzedzania i ograniczenie prędkości. A tu taka przygoda. A swoją drogą, to chyba nie jest w porządku, żeby straż miejska wypełniała obowiązki drogówki i przydzielała mandaty i punkty karne za wykroczenia drogowe. Wydaje mi się, że Straż Miejska, jak sama nazwa wskazuje, powinna pilnować porządku w miastach, a mandaty i punkty karne powinny być w kompetencji Policji Drogowej. I tym sposobem od czerwca dalej będę miała punkty na swoim koncie. To nie jest sprawiedliwe.