sobota, 18 lutego 2012

Oto jest Renka

Renka jest zgrabna i nieduża. Ma fantastyczną sylwetkę i choć może nie jest najbardziej trendy to ma jednak swój charakter. Bardzo ją lubię, tą moją Renkę. Kiedy jedziemy razem ona mruczy cichutko. Tłumaczę jej zawsze gdzie teraz pojedziemy, co za chwilę zrobię, i czego od niej oczekuję. Mówię żeby się nie bała, że damy sobie radę. Proszę, by nie przegapiła skrzyżowania, na którym będziemy musiały skręcić, bo ja jakoś ciągle mam problemy z patrzeniem na boki. Więc mówię do Renki, przypominam jej uważała i żeby się nie zgubiła razem ze mną w szerokim świecie. A ona dalej cicho pomrukuje i spokojnie robi swoje.
Nie od razu ją miałam. Pierwsze kilometry samodzielnej jazdy zaliczałam na mężowskim Fordzie Fokusie, kombiaku. I choć jestem niewielkiej postury, jakoś wcale to Fordowi nie przeszkadzało. Dosięgałam swobodnie do pedałów, fotel się podnosił i wszystko przed sobą widziałam doskonale. Mąż pozwalał mi co drugi tydzień jeździć Fordem do pracy. To nie było trudne. Droga jest prosta. W zasadzie po wyjechaniu z podwórka wbijam się na lewy pas i cały czas jestem na głównej. Wszystkie skrzyżowania są ze światłami. Zajeżdżam sobie prościutko pod moją szkołę. No cóż, wiem, że nie powinno się jeździć lewym pasem. Staram się nie wstrzymywać ruchu i nie być zawalidrogą. Trzymam się w miarę blisko za samochodem jadącym przede mną. Dlaczego jadę lewym? Bo boję się zmieniania pasów. Mam ciągle problem z oceną czy samochód za mną jest wystarczająco daleko, czy może jednak zbyt blisko mojej Renki? Kursanci jeżdżą zawsze prawym pasem z przepisową prędkością, więc małe mają szanse by opanować dobrze manewr wyprzedzania i zmieniania pasów. A tu się okazuje, że trudno jechać z prędkością 50 km na godzinę w ruchu miejskim. No i te tiry, jeden za drugim na prawym pasie…nie lubię jechać między nimi. Ale poza tą jedną trasą staram się trzymać prawego pasa. Tylko że ja uwielbiam moją trasę do szkoły! I w zasadzie innymi nie chcę jeździć. I choć jadę w zasadzie cały czas w korku to nie przeszkadza mi to. Mówię wtedy do Renki:
- Nie martw się, przynajmniej nauczymy się perfekcyjnie ruszać i zatrzymywać- Trenuję w tych korkach płynność zmiany biegów, ruszanie i hamowanie. Poza tym wcale mnie nie denerwują korki. I tak będę szybciej u celu niż gdybym jechała tramwajem. Więc po co się denerwować?
Mam jeszcze drugą ulubioną trasę na ogródek. Wożę wtedy z sobą nawet pasażera. Mój pies, wiernie i ze stoickim spokojem siedzi w bagażniku i spogląda jak sfinks w tylną szybę. Nie boi się ze mną jeździć wcale. Wie, że u celu podróży jest trawa, grządki do grzebania łapkami i rosną smaczne roślinki. Figo samodzielnie potrafi zrywać sobie strączki zielonego groszku czy wybierać okrągłe, dojrzałe rzodkiewki.
Dumna jestem z tego, że teraz mogę sama pojechać sobie na ogródek wtedy gdy mam tylko na to ochotę. Nie muszę nikogo prosić żeby mnie tam zawiózł. I o to przecież chodziło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz