środa, 15 lutego 2012

asekuracja czyli przydługi wstęp ku pokrzepieniu serc

Jeśli choć raz w życiu stwierdziłeś, że: „baby nie powinny jeździć…” albo że „w pewnym wieku nie powinni przyjmować kobiet na kursy prawa jazdy…” albo uważasz, że „każda kobieta stanowi zagrożenie na drodze…” lub w ogóle, że po 50 roku życia to już tylko dać człowiekowi wnuki do bawienia, wysłać na ogródek aby się dotlenił troszkę, albo najlepiej niech sobie posiedzi w parku na ławce, żeby się nie zmęczył stary człowiek oddychaniem zanadto…”
No więc jeśli utożsamiasz się z którymkolwiek z tych stwierdzeń choć odrobinę, to lepiej nie czytaj tego co tu wypisuję, bo się niepotrzebnie Drogi Czytelniku zdenerwujesz i jeszcze Ci ciśnienie podskoczy. A ja nie chcę nikogo denerwować. Więc jeśli uważasz że są granice wieku, które ograniczają stawianie sobie celów, to szkoda twojego czasu na mojego bloga.
Mam jednak nadzieję i wielką ufność, że zaglądają tu ludzie otwarci na innych, dla których wiek nie stanowi żadnych ograniczeń. No i koniecznie musi tu zaglądać każdy, kto ma poczucie humoru. Tak, to chyba jest najważniejsze: poczucie humoru no i jeszcze odrobina tolerancji dla ludzkiej niedoskonałości. Bo prawda jest taka, że jedni uczą się szybciej, a inni wolniej. A innym trzeba dostosować metody do ich możliwości poznawczych. Ważne żeby człowiek chciał się uczyć w ogóle czegokolwiek i przez całe życie, i żeby go to bawiło. Bo to już jest sprawdzone naukowo: najszybciej się uczysz gdy sprawia Ci to radość i przyjemność. To tajemnica do sukcesu. I tego się będę trzymać.
Musiałam zrobić ten hmm, trochę dziwny i przydługi wstęp, ponieważ chciałabym aby moje doświadczenia bardzo opornej i upartej „kierowniczki auta” (ciekawe że nawet nie ma normalnego odpowiednika żeńskiego dla kierowcy?) przydały się tym wszystkim, którzy przechodzą podobną do mojej „drogę przez mękę”(bo ja ciągle jeszcze walczę z tym jeżdżeniem!). Wiem, że doświadczenia, szczere i otwarte mówienie o tym, że coś sprawia nam trudność może „podnieść na duchu czy dodać skrzydeł” innym. Nie mam kompleksów. Znam swoje ułomności. A któż ich nie ma? I znam też swoje mocne strony. Nie chcę pisać o tym co mi wychodzi, lecz o tym, co jest dla mnie nie lada wyzwaniem i czemu chcę stawiać czoła. No i chcę pokazać wszystkim, którzy zaczynają w siebie wątpić, że te ułomności można pokochać czy choćby zaakceptować.
W każdym razie, jest małe prawdopodobieństwo, że ktoś mnie pokona. W końcu ja zdałam dopiero za 12 razem! I byłam zdecydowana dalej zdawać jeśli tak by się zdarzyło.
Więc jeśli choć jedną osobę uda mi się swoim pisaniem przekonać do tego, że warto zacisnąć zęby aby zrealizować swoje cele, to będzie warto!

4 komentarze:

  1. ja mam nadzieję zdać ,,choć " za 12 razem :-D połapanie redukcji biegów w odpowiednim momencie , spoglądanie w lusterka i jeszcze na znaki graniczy chyba z cudem u mnie żeby to ogarnąć na raz :-p dziękuję raz jeszcze za tego bloga :-* jest pani świetna .

    OdpowiedzUsuń
  2. a ostatnie moje podboje? instruktor każe w lewo a ja co? za późno zerknęłam na znaki i w konsekwencji musiałam pojechać w prawo bo nie zmieniłam pasa :-/ masakra ze mną jest noo :-/

    OdpowiedzUsuń
  3. mnie potrafił silnik zgasnąć na środku skrzyżowania. Korek się zrobił i trąbienie jak licho!Instruktor mało zawału nie dostawał! Ale nie Pan Jurek, ten wcześniejszy instruktor, co mu cukierki melisowe nosiłam na zajęcia.

    OdpowiedzUsuń
  4. :-D muszę zakupić te owe cukiereczki :-D

    OdpowiedzUsuń