niedziela, 12 lutego 2012

Reaktywacja

Hello?
To znowu ja. Po długiej przerwie znowu się pokazuję.
Co u mnie słychać? No cóż, nie poddaję się. Jeżdżę i każdego dnia gdy boję się, że sobie nie poradzę na drodze, to zaciskam zęby i wsiadam do mojej „Renki”. Prawdę mówiąc nie jest ze mnie najlepszy kierowca. Bojaźliwa, nieco zbyt ostrożna, zbyt mocno analizująca wszystko, co się na drodze może przytrafić. Nie ufam tak do końca ani sobie ani innym. I pewnie szło by mi lepiej, gdyby nie całe mnóstwo facetów trąbiących na mnie, nerwowo próbujących mnie wyprzedzać tylko po to, żeby zaraz potem zatrzymać się przede mną na światłach. Czasami zastanawiam się: po co mi to było? Czy po to by po raz pierwszy w życiu ktoś nazwał mnie głupią babą? Pokazał środkowy palec i nie tylko…Trudno być na drodze miłą, uczynną. Gdy kogoś wpuszczam, żeby ułatwić mu włączenie się do ruchu, to innym skacze ciśnienie. Albo kiedy zatrzymuję się przed pasami? Tak jak mnie uczono. To inni też się denerwują. No i mam wrażenie, że tylko ja jedna jadę z przepisowa prędkością.
Mąż bardzo szybko odetchnął z ulgą, że już nie musi ze mną jeździć. On też spieszy się nie wiadomo gdzie i po co? I wyzywa na innych, co wolniej jadą przed nim. Ciekawe dlaczego? Przecież oni go nie słyszą? Tylko ja się denerwuję siedząc obok niego. A potem gdy sama prowadzę to się stresuję, że inni tak jak on, wyzywają na mnie w swoich samochodach. Jakoś mój mąż przestał nagle być wyrozumiały dla początkujących kierowców.
Chciałam kupić sobie zielony listek, ale przyjaciółka szybko wybiła mi to z głowy.
- zwariowałaś?! Dopiero będą na ciebie trąbić. Ja popełniłam ten błąd. Myślałam, że mnie zabiją na drodze jak miałam ten listek. Żadnych zielonych listków! Udawaj, że jesteś wytrawnym kierowcą!
Tak więc każdego dnia udaję, że nic nie jest mi straszne. Wsiadam rankiem do mojej Renki i przekonuje Pana Boga, że wszystko jest ok, i żeby życzliwym okiem na mnie spogladał.
Tylko moja córka wierzyła we mnie od początku i chętnie ze mną jeździła. I wcale nie narzekała, że jestem beznadziejna!
W końcu i ona dojrzała do tego, aby zdobyć prawko.
Całe szczęście, że nie czekała aż jej czwarty krzyżyk poleci.
Tym razem więc jestem tutaj, żeby się pochwalić moją córką! Zdała egzamin za drugim podejściem. A tak w zasadzie powinna go zdać już przy pierwszym. Świetnie jej poszło, tylko dziura w drodze zawiniła. Ot cóż znaczy młodość, wiara w siebie i umiejętność radzenia sobie w sytuacji stresowej.
Początkowo Vinka wcale nie chciała słyszeć o tym, żeby choć spróbować nauczyć się sztuki prowadzenia autka. I to nie dlatego, że moje doświadczenia ją przeraziły. Vinka po prostu nie bardzo garnęła się do jazdy.
- Po co mi prawko jak nie mam auta? A poza tym gdzie ja będę jeździła? - Na szczęście Vinka to leniuszek. Tak się złożyło, że postanowiła pojechać do Cieszyna. Wiele godzin spędzonych w pociągu sprawiło, że odkryła smutną prawdę o polskiej kolei. Nie ma powodu aby być dumnym z tradycji PKP. Nie da się już regulować zegarków według rozkładu jazdy pociągów, jak to podobno było za czasów młodości mojej babci.. Jak więc sobie moje dziecko przeliczyło ilość kilometrów i czas, w którym je pokonał pociąg, to stwierdziło, że samochodem można by w tym czasie pół kraju zjechać i jeszcze zostałby czas na nic niezrobienie.
Więc oddałam Vinkę w ręce pana Jurka. No i okazało się, że córcia ma talent. Niestety, nie mogę powiedzieć, że odziedziczyła go po mamusi. Pan Jurek nie miał z nią takich problemów jak ze mną. Vinka szybko opanowała wszystkie tajniki jazdy, poszła, zdała egzamin i teraz czeka już tylko na śliczny, nowy dokument. Zuch dziewczynka!

2 komentarze:

  1. dzień dobry :-D dziękuję za link do tego bloga ... po przeczytaniu go nadzieję mam i ja na zdanie kiedyś egzaminu .... jetem po 22 godzinie jazdy i po prostu robię głupotę za głupotą :-/
    córka zapewne zdała dlatego że od razu wylądowała pod skrzydłami pana Jurka. Myślę ze i pani zdała by szybciej gdyby miała pani od razu za instruktora tego pana. Oj jak ja żałuję że jestem z Trójmiasta bo z chęcią przydał b mi sie taki ktoś od trudnych przypadków :-D pozdrawiam i życzę powodzenia a i proszę o opisy co jakiś czas bo pani wypowiedzi czyta sie jednym tchem ,,od deski do deski " :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie dziękuję za przemiły komentarz! Cieszę się, że moje doświadczenia mogą się komuś przydać. Obiecuję więc od czasu do czasu coś napisać. A tak na marginesie...22 godziny jazdy to mało, nie martw się więc. Wiara w siebie i silna motywacja robi swoje. Powodzenia

      Usuń