Nawet mi się nie chce opisywać dzisiejszego egzaminu. Mąż nadał mi ksywkę "Lewoskręt". Jak łatwo się domyślić znowu oblałam. I to jak! Po zaliczeniu wszystkich zadań, 40 minutach jazdy po mieście, kiedy w zasadzie już wracaliśmy do WORDU, egzaminator kazał mi skręcić w lewo. I co ja zrobiłam? Zaczęłam zawracać, i to w nieprawidłowy sposób, pod prąd, zajeżdżając drogę kierowcy jadącemu na wprost z lewej.Czepiłam sie lewego krawężnika jak tonący brzytwy. Inni kierowcy zgłupieli na mój widok, egzaminator zawołał"
- Co pani robi?!
No i wpadłam w panikę, zamiast już dokończyć ten głupi manewr zawracania, to ja usiłowałam dokonać skrętu w lewo, ale to już było niemożliwe.
- Proszę zjechać na pobocze - powiedział egzaminator jak już się zorientował, że nie wyjdę z tej opresji obronną ręką.
- No i co pani najlepszego zrobiła? I to już na sam koniec. Mieliśmy już wracać do WORDU. Wynik byłby pozytywny.
- Co ze mną jest nie tak?- pomyślałam. Ostatnim razem na polecenie skręcenia w lewo uparłam się jechać na siłę na wprost, a dziś na polecenie skrętu w lewo zawzięłam się, żeby zawrócić.
Przecież nie denerwowałam się za bardzo. Mam wrażenie, że ja jeżdżę "na pamięć". Wyjeździłam już tyle godzin po rejonie egzaminacyjnym, że niektóre trasy znam na pamięć. W miejscu dzisiejszej klęski zawsze ćwiczyłam zawracanie. Ta ulica po prostu kojarzy mi się z zawracaniem. Natomiast poprzednie skrzyżowanie to miejsce gdzie zawsze skręcałam w prawo lub jechałam na wprost. Mój mąż natomiast stwierdził, że ja mam wrodzony brak umiejętności podporządkowywania się poleceniom.
- Bo ty zawsze chcesz rządzić. Zrozum, że czasem masz po prostu słuchać i robić co ci inni każą.
Nie wiem, może coś w tym jest. Zadzwoniłam do pana Jurka z przeprosinami, że zaniżam mu statystykę.
- Nie martw się, popatrz na to z innej strony. Potrafiłaś wykonać samodzielnie wszystkie zadania. Prawie zdałaś - odpowiedział po wysłuchaniu mojej relacji z egzaminu.
Umówiłam się więc z nim na jeszcze jedną jazdę i zapisałam na następny egzamin.
A egzaminator powiedział, że pierwszy raz trafiła mu się osoba, która cieszy się z niezdanego egzaminu. Bo powiedziałam mu, że to nic, że nie zdałam. Skoro robię jeszcze takie głupoty, to znaczy, że nie powinnam jeździć po ulicach. Stanowię zbyt duże zagrożenie dla siebie i innych. A ja chcę być bezpiecznym kierowcą. Muszę jeszcze ćwiczyć.
A tak na marginesie, to dziś od świtu znowu lał deszcz. Typowe.
czwartek, 13 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz