Jak na razie to idę zgodnie z planem. Zapisałam się na egzamin dokładnie tak jak chciałam, na 10 maja. Ćwiczyłam z mężem parkowanie prostopadłe na parkingu. Ładuję się za kierownicę gdzie tylko mi pozwoli. Przepisy ruchu drogowego ćwiczę w każdej sytuacji. Nawet we śnie. Trochę mnie niepokoi, że zaczynam być uciążliwą pasażerką. Jeszcze trochę, a mąż odmówi wożenia mnie.
- Powinieneś zasygnalizować zamiar skrętu -
- a teraz trzeba zjechać do osi jezdni, i dlaczego ścinasz ten zakręt? - takie i podobne uwagi coraz częściej padają podczas jazdy z moich ust.
Mało tego, każdy nieomal temat potrafię sprowadzić do nauki jazdy. To już jest jak jakaś obsesja. Czuję się jednak wspierana przez bliskich.
Dziś po pracy Basia już na mnie czekała.
- Musisz jeździć, bo zaraz masz egzamin - oświadczyła i pojechałyśmy na plac manewrowy. Boże, ja muszę zdać ten egzamin choćby ze względu na Basię. Ona we mnie naprawdę wierzy.
Na placu podeszłam spytać o zgodę na jeżdżenie jakiegoś przypadkowego instruktora. Przedstawiłam się, powiedziałam, że jestem kursantką pana Jurka i on pozwolił mi pojeździć. Poopowiadałam mu, że mam problem z tym paskudnym łukiem.
Instruktor okazał się być bardzo życzliwym człowiekiem,
- Niech pani wsiada i zajmuje miejsce na łuku. Zaraz pani coś pokażę.- powiedział
Ucieszona zajęłam miejsce w kopercie i wrzuciłam wsteczny bieg. A pan podszedł i poskładał mi lusterka.
-Oj, jak ja teraz mam jechać? Przecież nie widzę gdzie są linie bez tych lusterek? - trochę się zirytowałam.
- Ha! I o to chodzi. Pani jeździ na lusterka, a trzeba korzystać z tylnej szyby.-
Pomyślałam sobie: - trudno, gość jest chętny do pomocy, to nie będę marudzić.-
I przystąpiłam do wykonywania manewru. Powolutku ruszyłam, obrót kierownicą o 360 stopni i... no i co teraz? kiedy mam prostować koła jak nie widzę kiedy będą równolegle ustawione do linii?
Instruktor kazał mi się zatrzymać.
- Proszę spojrzeć przez tylną szybę. Jak zobaczy pani środkowy pachołek przed swoim zagłówkiem to trzeba odkręcić kierownicę i powoli cofać. Musi być wtedy dobrze.-
Zastosowałam się do jego wskazówek i o dziwo, udało się. Powtórzyłam manewr jeszcze kilka razy i za każdym razem wyszło. Problem polega tylko na tym, że trochę krótka jestem i skręcam się z całej siły żeby ta moja głowa zechciała widzieć co jest z tyłu, a tyłek w tym czasie spoczywał na siedzeniu. No ale cóż, jeśli ta metoda ma zadziałać, to mogę się wykręcać jak śrubokręt i dostać jeszcze skrętu karku. Co mi tam!
Basia była zachwycona.
- Wychodzi ci pierwszorzędnie! No, teraz jestem o ciebie spokojna.-
Ćwiczyłam sumiennie tą metodą całą godzinę. Załapałam o co w niej chodzi. Problem stanowi tylko korygowanie toru jazdy do tyłu w sytuacji, gdy mam ustawić się odpowiednio do środkowego pachołka. Nigdy nie wiem, w którą stronę kręcić kierownicą.
No i teraz mam dylemat: którą metodę ostatecznie wybrać? Czy mam jechać na lusterka? Na czuja? Czy na tylną szybę? Bo jak zastosuję wszystkiego po trochę, to nic dobrego z tego nie wyjdzie. A od nadmiaru wiedzy głowa może rozboleć. Myślę, że pan Jurek mi podpowie co zrobić, a jazda z nim już za dwa dni.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz