wtorek, 23 lutego 2010

Toczę się

-Nie tocz się tak, nie możesz się tak toczyć, dodaj trochę gazu! Znowu ci zgasło-
-Dorota, nie możesz tego robić!-
-Nie myl hamulca z gazem, nie wolno tak! - to były najczęściej słyszane przeze mnie wskazówki mojego instruktora. - Czy on myśli, że ja to robię specjalnie? - moje zdenerwowanie wzrasta z każdą następną uwagą. - ja się tego nigdy w życiu nie nauczę. Za dużo informacji na raz. Jak można jednocześnie zapanować nad znakami drogowymi, ludźmi chodzącymi bez sensu po ulicach? Po raz pierwszy zauważyłam, jacy ludzie na ulicy są niezdecydowani. Wchodzą na jezdnię w najmniej przewidywanej sytuacji, cofają się, albo decydują ruszyć wtedy, gdy ja ruszam. Koszmar. No i te wszystkie biegi. Nie umiem zapamiętać, na którym biegu obecnie jadę?
- Nie słyszysz silnika? wrzuć trójkę w końcu! - cedzi prawie przez zęby mój instruktor - ja mam słyszeć różnice w pracy silnika, ciekawe jak. Nie rozumiem co ten silnik ma wspólnego z tą przeklętą wajchą i nie pamiętam, że przy zmianie biegów muszę jeszcze pamiętać o sprzęgle. A co to właściwie jest to sprzęgło? Dlaczego nigdy nie interesowałam się samochodami?
A pod koniec każdej jazdy zwykle słyszałam:
- fatalnie, dziś było fatalnie-
- No tak, motywować to ty potrafisz jak nikt inny - kwitowałam ironicznie
Na każdą lekcję nosiłam w torebce cukierki melisowe, dla siebie i dla mojego instruktora. Piłam przed lekcją herbatkę z melisy, kupiłam też paczkę tej herbatki dla instruktora. Prawdę mówiąc było mi go żal. Takie beztalencie mu się trafiło. A z drugiej strony, może nauczy się bardziej panować nad sobą? Jego nerwy udzielają się mnie. To zaczyna być jak błędne koło.
W pracy zaczęli mi doradzać, żebym zmieniła instruktora. Może faktycznie? Bo inaczej się wykończę nerwowo, zablokuję i guzik wyjdzie z mojego jeżdżenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz