Człowiek całe życie uczy się czegoś nowego. Ja lubię się uczyć. Dopóki się uczę, to wiem, że jeszcze jestem w formie, mogę góry przenosić. Im jestem starsza, tym większą odczuwam potrzebę poznawania nowych rzeczy, zdobywania nowych umiejętności.
Tym razem postanowiłam zrobić prawo jazdy. Okazuje się, że to chyba najtrudniejsze przedsięwzięcie mojego życia. Po pierwsze: ledwie utrzymuję się na rowerze. Panicznie boję się ulicy (nie ufam żadnemu kierowcy, który na niej się znajduje), no i mam problem z odróżnianiem prawej strony od lewej.
Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale moje wyobrażenia przeszły wszelkie oczekiwania. Chyba przeceniłam swoje możliwości, bo wprawdzie opanowałam sztukę poruszania się po jezdni na czterech kołach, ale nie widać końca moich zmagań z tym zadaniem.
Zastanawiam się nawet czy zdanie egzaminu jest w moim przypadku realne? Jak innym kierowcom się to udało, gdy z moich obserwacji na placu egzaminacyjnym wynika, że większość oblewa? Skąd tylu kierowców na ulicy? Jakim cudem oni wszyscy zdali ten egzamin, skoro jeżdżą tak nieprzepisowo? Ale wszystko po kolei. Postanowiłam opisać ta przygodę mojego życia, walkę z emocjami i pokonywanie własnego strachu. Myślę, że jestem gdzieś w połowie drogi do sukcesu, bo w końcu kiedyś mi się uda. Nie mogę zawieść wszystkich sekundujących mi w tym zadaniu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz