Minęło już trochę czasu od mojego ostatniego egzaminu. Jestem teraz trochę spokojniejsza, a po dzisiejszym doświadczeniu z nowym instruktorem patrzę w przyszłość z nadzieją, że jednak coś z tego będzie. Ale po kolei.
Postanowiłam przede wszystkim popracować nad zmianą swojego nastawienia do jazdy. A w szczególności nad wyciszeniem emocji. Przecież nikt mnie nie goni, nie popędza. Nie mam jakiegoś terminu, którego mi nie wolno przekroczyć. Podejdę więc teraz do jeżdżenia spokojnie.
Tak więc od czasu do czasu wsiadamy z mężem do samochodu i jedziemy na pobliski parking potrenować. Jeżdżę tam w kółko ucząc się skręcać, hamować, redukować biegi, panować nad tym nieszczęsnym sprzęgłem no i parkować. Parkujemy prostopadle i ukośnie, bo równolegle to mąż się boi.
-Wolę nie mieszać do twojej nauki obcych samochodów, przynajmniej na razie - powiedział, gdy chciałam spróbować zaparkować pomiędzy stojącym równolegle do krawężnika mercedesem a jakimś fordem.
Trudno, posłuchałam męża grzecznie. On i tak cały czas trzyma rękę na ręcznym. Czasem go nerwowo zaciągnie. Ale rozumiem go.
Koleżanka z pracy znalazła jakiś plac manewrowy i wozi mnie tam swoim nowym renault clio żebym mogła poćwiczyć. Ja jeżdżę zygzakiem po łuku, a ona biega i ustawia pachołki.
- Basiu, z tym łukiem coś jest nie tak - mówię do niej gdy kolejny raz laduję tyłem na pachołku.
Jak się potem okazało, miałam racje. Ten łuk był felerny. Ale dzięki temu jeżdżeniu po tym łuku już nie hamuję tak gwałtownie i potrafię zmieścić się w kopercie.
A ostatnio zadzwonił do mnie ktoś i przedstawił się jako instruktor od trudnych przypadków. Dowiedział się o moich problemach od mojej cioci i zadzwonił ,żeby zaproponować swoją pomoc. Wydał mi się trochę zarozumiały, gdy usłyszałam, że on każdego nauczy jeździć. Ale kto wie? Może to jest ktoś kto mi pomoże?
Tak więc teraz jeżdżę z panem Jurkiem. I jestem bardzo zadowolona. Opowiedziałam mu na początku o wszystkich swoich kłopotach, stresach i przeżyciach. Nie zniechęcił się.
Dziś byłam więc na pierwszej lekcji i ku mojemu zdumieniu wcale nie robiłam tych wszystkich głupich błędów, które ciągle robię. Całkiem dobrze mi się skręcało w prawo, wiedziałam kiedy prostować kierownicę. Nie trzymałam ciągle wciśniętego sprzęgła. Nie wyrzucało mnie na drugi pas przy wychodzeniu z zakrętu. Pamiętałam o redukcji biegów przy wchodzeniu w zakręt, i o tym, że jak skręcam w lewo to muszę się zbliżyć do osi jezdni. I nawet korzystałam z lusterek! Pan Jurek dużo chwali, jest spokojny. Na lekcji jest podobnie jak z Anią, ale jednak stosuje trochę inne metody. Myślę, że to dobry pomysł, żeby całkiem na jakiś czas zmienić instruktora. Zadzwonię do Ani i powiem jej, że przez jakiś czas pojeżdżę z panem Jurkiem.
Nowy instruktor stwierdził, że nie jest tak źle jak mówiłam, że całkiem dobrze sobie radzę, tylko muszę się pozbyć tej blokady wewnętrznej i wtedy będzie wszystko ok. Po raz pierwszy chyba wróciłam z lekcji taka rozpromieniona i uskrzydlona.
sobota, 20 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz