Ciekawe, że zawsze gdy idę na jazdę to pada deszcz. W zimie to jeszcze do tego było ślisko. Dobrze, że już wiosna, przynajmniej tylko deszcz mnie dopada.
Nie mogłam się wprost doczekać dzisiejszej jazdy. Wcale mnie żołądek nie bolał i nie denerwowałam się przed wyjściem z domu. Nawet ten deszcz powitałam uśmiechem na twarzy. A w ostatni wtorek pojechałam z Basią znowu na plac manewrowy. Nie korzystałam już z tego felernego łuku. Sama wjechałam na plac, zajęłam miejsce w kopercie i całą godzinę jeździłam w przód i w tył. Ani razu nie najechałam na linię! Bawiłam się tym manewrem a Basia chodziła po placu i uśmiechała się zadowolona.
- Świetnie pani idzie! Teraz to już pani zda ten egzamin - powiedział na koniec dozorca i uśmiechnął się do mnie. Jak niewiele potrzeba żeby człowieka zmotywować, dodać mu skrzydeł. Wystarczy tylko chwalić. Szkoda, że nie wszyscy potrafią to wykorzystać. Dziś idąc na lekcje nie mogłam się doczekać kiedy pochwale się panu Jurkowi tym osiągnięciem.
Kiedy wsiadałam do samochodu to byłam spokojna, jak nigdy dotąd. Nie zastanawiałam się nerwowo w jakiej kolejności mam przygotować się do jazdy. No, ale skłamałabym gdybym powiedziała, że byłam rewelacyjna. Oczywiście dzisiaj moje nogi wymyśliły sobie nowe udziwnienie. Samochód zbyt często wył. I minęło trochę czasu nim doszłam co jest przyczyną tego wycia.
- Dlaczego on mi tak wyje? zastanawiałam się
- No, pomyśl trochę - mój instruktor wcale nie okazywał zniecierpliwienia
- No tak, za szybko naciskam pedał gazu, a noga na sprzęgle ciągle w tej samej pozycji - wydedukowałam a instruktor roześmiał się.
- Co za zachłanna kobieta! Chce i sprzęgło i gaz jednocześnie -
Starałam się więc pamiętać o tym, że jak wduszam gaz, to muszę puszczać to sprzęgło. Przecież wcześniej nie miałam z tym problemu. Pan Jurek powiedział, że w domu powinnam ćwiczyć lewą nogę bo jest leniwa, najlepiej na pedale od maszyny do szycia. Fajnie, ostatnio poradził, żebym ustawiła sobie lustro z przodu i drugie za sobą i ćwiczyła z pokrywką w ręku skręcanie, bo nie mogę zapamiętać kiedy auto jedzie w prawo a kiedy w lewo jak jadę do tyłu.
Wyobraziłam sobie jak siedzę w domu przed tym lustrem z pokrywką w ręku, nogą na pedale od maszyny do szycia i ćwiczę. Ale zrobię to, zrobię wszystko żeby w końcu połapać to do kupy. Będę w końcu jeździła, i to dobrze będę jeździła.
Pan Jurek uważnie słuchał kiedy mówiłam z czym mam problemy, a potem ćwiczyliśmy te rzeczy. Tak więc dzisiaj głównie zawracałam. Wiem już, kiedy mam się przy zawracaniu trzymać blisko lewego krawężnika a kiedy robić to "na kolanko" przy prawym. Po raz pierwszy też robiłam hamowanie awaryjne. Bałam się tego bardzo, bo nie wiedziałam jak gwałtownie mnie szarpnie. Nie było tak źle.
- Jest szansa, że zdam ten egzamin do końca maja? - spytałam na koniec lekcji
- Myślę, że nawet wcześniej, może damy radę do końca kwietnia - odpowiedział mój instruktor - jest potencjał, tylko trzeba trochę wytrenować niektóre rzeczy - dodał
- Potencjał? We mnie potencjał? gdybym mogła skakać z radości to bym pewnie skakała.
Wracając do domu opowiadałam z entuzjazmem mężowi, że coraz pewniej czuję się nie tylko w samochodzie ale i na jezdni. Dziś nawet nie wpadłam w panikę jak mi piesi wtargnęli na jezdnię. Zdążyłam zahamować nim pan Jurek dotknął hamulca. Teraz jadę z mężem kupić lustro do ćwiczenia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz