Wyjeździłam już grubo ponad 30 przepisowych godzin. Jakoś wcale nie czuję, że umiem jeździć lepiej. Ciągle robię te same błędy. W dalszym ciągu mam kłopoty ze skręcaniem w prawo, redukcją biegów przy wchodzeniu w zakręt i trzymaniem się swojego pasa. Znosi mnie w prawo do krawężnika, co zagraża wszystkim bocznym lusterkom na mojej drodze. Boję się manewru zawracania, no i parkowania. I to najbardziej boję się parkowania pod skosem i prostopadle. A to podobno najłatwiejsze. Ja tam wolę równoległe parkowanie. To pod skosem zawsze wychodzi mi krzywo, a prostopadłe wcale nie jest prostopadłe. Jak ja mogę równiutko zaparkować skoro nawet marchewkę krzywo sieję na grządkach? Wspominałam już, że geometria nie jest moją mocną stroną.
Trudno, jednak w końcu trzeba stawić czoła swoim strachom. Czas zapisać się na egzamin.
Postanowiłam jeszcze dokupić ze dwie godzinki jazdy i poćwiczyć te moje słabości.
Zapisałam się więc na mój pierwszy egzamin i następnie umówiłam z Anią dwa dni przed egzaminem, żeby nabrać wprawy. Oczywiście jazda na benzynie.
W dniu jazdy dzwoni do mnie Ania.
- Dorota, jestem chora, może Krzysiek z tobą pojeździ? - spytała
- A nie będzie na mnie krzyczał? - spytałam nieco zbita z tropu. Gdzieś w tle usłyszałam jak mój pierwszy instruktor krzyczy śmiejąc się, że będzie grzeczny jak baranek.
- No dobrze, ja już się Krzyśka nie boję, w końcu jakoś przecież jadę - Odpowiedziałam nie do końca jednak wewnętrznie przekonana o tym.
Tak więc poszłam zakończyć moją naukę z instruktorem, który uczył mnie stawiania pierwszych kroków. A raczej kręcenia kierownicą.
Nie było najgorzej. Krzysiek nie denerwował się już na mnie tak bardzo. A mnie bardzo zależało na tym żeby mu pokazać jakie postępy poczyniłam. Cieszyłam się więc z każdego udanego manewru. Szkoda tylko, że tych nieudanych dalej było za dużo. Instruktor jednak był miły i dodawał mi otuchy. Poczęstowałam go z tej wdzięczności cukierkiem melisowym. Coś mi podpowiadało, że jeszcze będziemy się spotykać z Anią i Krzyśkiem. To dopiero pierwsze podejście. Ciekawe ile ich będzie zanim w końcu naprawdę powiem, że umiem jeździć?
wtorek, 2 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz