poniedziałek, 1 marca 2010

Ważne jest to, co autko popija

Razem ze mną kurs rozpoczął mój młody siostrzeniec, Kasper. Z tym, że jemu od początku szło jak po maśle.
- Ciociu, urodzony kierowca jestem! To niesamowita frajda prowadzić samochód - jak się później okazało, to i on miał problemy ze zdaniem egzaminu, nie tak od razu przekonał egzaminatora do swojego talentu urodzonego kierowcy. Kiedy Kasper oblał pierwszy egzamin był w lekkim szoku. Jak to się mogło stać? Rozmawialiśmy jak kumple z jednej ławki szkolnej.
- Ciociu, a jeździła ciocia na benzynie? - spytał w trakcie naszej rozmowy
- Nie, samochód mojego instruktora to diesel. Zresztą co za różnica co autko pije? - zdziwiłam się trochę jego pytaniem.
- To lepiej niech ciocia sama zobaczy. Dobrze cioci radzę.
No i całe szczęście, że młodego posłuchałam. Umówiłam się z Anią, że na następną jazdę wymieni się samochodem z innym instruktorem tak, żebym mogła przekonać się, czy jest jakaś różnica, choć jej zdaniem, raczej nie powinnam mieć z tym problemów. Podejrzewałam, niestety trafnie, jak się potem okazało, że różnica jest kolosalna. Dlaczego? No, w dieslu to ja prawie z pedału gazu nie korzystałam, chyba że przez przypadek zamiast na hamulec to na gaz nacisnęłam. Powyżej 40 km na godzinę robi mi się trochę niedobrze (dlatego najbardziej lubię jeździć w strefie gdzie nie muszę wrzucać trójki i jest ograniczenie do 30 km na godzinę), więc po co mi za dużo gazu wciskać? No a z tego co Kasper mówił, to jasno wynikało, że samochód na benzynie bez gazu raczej odmawia współpracy z kierowcą.
Pech dodatkowo chciał, że w dniu umówionej jazdy napadało jeszcze śniegu i było ślisko. Odpalałam samochód z duszą na ramieniu. Ręce i nogi mi drżały. Całkiem niepotrzebnie, bo co odpaliłam, to silnik mi gasł. Trwało trochę nim w końcu ruszyłyśmy. Samochód gasł co chwila. Ta lekcja polegała głównie na ciągłym uruchamianiu silnika. W końcu zorientowałam się, że aby nie gasło to muszę skoordynować bardziej pracę nogi lewej z prawą. Popuszczać sprzęgło i wciskać gaz jednocześnie. Nie tak jak w dieslu gdzie wystarczyło nacisnąć gaz jak sprzęgło do połowy już miałam popuszczone. Starałam się o tej różnicy pamiętać, ale czasem na skrzyżowaniu ze światłami wydawało mi się, że jak już trzeci cykl świetlny mija, a ja dalej stoję i blokuje ruch, to jakiś kierowca nie wytrzyma nerwowo i mnie normalnie udusi.
Swoją drogą co za szczęście, że człowiek ma tylko cztery kończyny. Gdyby tak jak ośmiornica, mieć aż osiem, to ktoś by wtedy na pewno wymyślił takie samochody, żeby każde z ośmiu ramion miało pełne ręce roboty podczas jazdy. Wtedy już nic by mi nie pomogło. Nie, nie, zdecydowanie wystarczą mi te cztery kończyny, które mam. A Ania ma naprawdę anielską cierpliwość. Patrzyła tylko na mnie i kiwała głową mówiąc:
- Nie myślałam, że to może być aż taki problem dla kogokolwiek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz