piątek, 5 marca 2010
W oczekiwaniu na trzecie podejście
Od ostatniego egzaminu minął miesiąc. Następny mam w przyszły wtorek. Wymyśliłam sobie, że kupię 4 godziny jazdy. Umówiłam się z Krzyśkiem na dwie jazdy po 1,5 godziny i jedną godzinę bezpośrednio przed egzaminem. Wczoraj wsiadłam do samochodu po raz pierwszy od ostatniego egzaminu,. Jestem zrozpaczona. Ja wszystko zapomniałam. Nawet pedały mi się pomieszały. W pierwszym momencie nie wiedziałam, który to od gazu a który od sprzęgła. To sprzęgło to jakiś koszmar. Myślę, że dopóki nie zrozumiem po co ono jest, to nie opanuję tego cholerstwa. Byłam straszliwie spięta. Znowu robiłam same głupoty. Żadnego parkowania nie udało mi się poprawnie wykonać za pierwszym razem. Strasznie mnie wkurza, że jestem taka nieudolna. Wstyd mi przed instruktorem. Mam wrażenie, że on we mnie nie wierzy, a to mnie wcale nie motywuje. Może ja faktycznie nie powinnam jeździć samochodem? Może to u mnie coś w rodzaju "samochodowej dysleksji", czy czort wie jaka inna ułomność? Żeby coś z tego wyszło, to powinnam chyba jeździć każdego dnia. Ale nie stać mnie na tyle godzin dodatkowych. Rodzina chyba też we mnie nie wierzy. Dzieci powiedziały, że nigdy ze mną do samochodu nie wsiądą, a mąż nie kwapi się żeby mnie pouczyć w naszym aucie. Czarno widzę swoją przyszłość kierowcy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz